SZKOŁA PODSTAWOWA NR 9

IM. DOKTORA FRANCISZKA WITASZKA W POZNANIU

Kurierek Dziewiątki wydanie jubileuszowe


"KURIEREK DZIEWIĄTKI"

 

Wydanie jubileuszowe gazetki szkolnej - styczeń 2009

 

 

s1 s2

s3

s4
s5 s6
s7 s8
s9 s10
s11 s12
s13 s14
spg s16
s17 18
19 20
21 22
23 24

 

 

 

Wybór tekstów umieszczanych na łamach gazetki



Tym, co nie mają czasu... a chcą mieć hobby - radzi Iza, która ...nie ma wolnej chwili.

Czasami wypada mieć jakiś hobby, ostatnio posiadanie kolekcji bądź interesujących zajęć jest bardzo modne. W dodatku czasem o te zainteresowania dopytują się  znajomi, rodzice chcą widzieć , że pasjonuje nas coś , co nie ma związku z komputerem. Można też nawiązać znajomość, porównując zbiory, wymieniając eksponaty, umawiając się na wspólne przeglądanie, poszukiwanie i ...w ogóle.


Sport to zdrowie i przyjemność

Największą popularnością w naszej szkole cieszy się sport. Chłopcy głównie preferują piłkę nożną, a dziewczynki... No właśnie co lubią dziewczynki? Otóż odpowiedź nie jest taka prosta. Damska część szkoły lubi koszykówkę, siatkówkę, tańce itp. Bardzo dużo dyscyplin łączy i chłopaków i dziewczyny. Nie będę wymieniała, bo są to oczywiste sprawy. Na koniec wspomnę wam jeszcze o judo. Jest to u nas rzadko uprawiany sport, jednak polecany przez moje koleżanki. Więc trenujcie co chcecie, ale uprawiajcie sport, bo sport to zdrowie.

Kolekcja mimo woli

Zbieranie figurek to hobby, o którym mało kto mówi. Większości wydaje się, że wcale ich nie zbiera, ale ile osób ustawia sobie na półce pieski, kotki, słoniki otrzymane w prezencie. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy kolekcjonują takie przedmioty. Mam na myśli otaczanie się nimi. Choć sam nie mam wielu figurek polecam! Ileż to zajęcia przy odkurzaniu i przestawianiu.

Podróżowanie pod lampą


Kolekcjonowanie pocztówek jest bardzo ciekawym zainteresowaniem. Kartki można zbierać różne: widokówki, ze zwierzętami, z aktorami lub innymi gwiazdorami itp. Większość kolekcjonerów wybiera sobie jeden rodzaj, jednak są tacy, którzy zbierają wszystkie. Sama zbieram widokówki i bardzo zachęcam do tego zajęcia, gdyż dzięki kartkom można wirtualnie zwiedzić cały świat.

Izabella „Pyza” Gajewska



Zobaczcie gdzie mieszkamy


Poznawaliśmy już naszą dzielnicę i jej historię, teraz postanowiliśmy pokazać ją innym, bo warto...

Na początku naszej wędrówki zapraszam Was do zwiedzenia osiedla Łazarz. Wielu gości wysiada na Dworcu Głównym, a stąd najszybciej przez wyjście zachodnie można dotrzeć do tej starej dzielnicy.

Czy wiecie skąd się wzięła nazwa Łazarz? Otóż kiedyś była to wieś, która powstała na terenach dawnego szpitala Św. Łazarza. Pewnie stąd ta nazwa. W 1900 r. wieś włączono w granice Poznania. Od tej pory zaczęła się ciekawa rozbudowa, szczególnie w okolicy ulicy Matejki.

Rozpocznijmy naszą podróż od ulicy Głogowskiej. Idąc od strony Dworca Zachodniego wkrótce dochodzimy do parku Wilsona. Z innych dzielnic można tutaj dojechać tramwajem linii 5,11,8,14, autobusem linii 64 lub po prostu samochodem. Przy głównym wejściu stoi popiersie prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Wilsona- obrońcy niepodległości. Wchodzimy na teren parku. Zostaniemy tu dłużej. Proszę spojrzeć jak ten park jest pięknie zagospodarowany. Dwa stawy, połączone mostkiem, w pobliżu alpinarium, wokół ładne alejki wysadzane drzewami. Po drodze mijamy głazy narzutowe, pomniki przyrody np. stare drzewa (platan, wierzba). Przystajemy przed fontanną. W lecie jest tu morze kwiatów. Tuż obok widać muszlę koncertową - miejsce letnich koncertów. Kierujemy się w północną stronę parku. Na skwerze stoi pomnik Perseusza, ratującego Andromedę przed potworem morskim.

A co to proszę państwa za pawilony? Duże, oszklone, w których widać jakieś rośliny. To Palmiarnia, największa w Polsce i jedna z największych w Europie. Musicie koniecznie ją zwiedzić. To przecież perełka Poznania. Być w parku Wilsona i nie zobaczyć Palmiarni, to jak mówią być w Rzymie i nie zobaczyć Papieża. W Palmiarni zbudowanej ze szkła i aluminium zgromadzono mnóstwo gatunków roślin z krajów tropikalnych i podzwrotnikowych. Zobaczcie jakie tutaj wysokie palmy! Sięgają sklepienia dachu i mają piękne pióropusze. Wszystkie rośliny są opisane. Jest także akwarium z różnymi gatunkami ryb krajowych i zagranicznych. Aż żal wychodzić z tej fantastycznej oazy zieleni.

Zmęczonym proponuję usiąść na ławeczkach w parku. Dobrze jest mieć ze sobą kawałki chleba. Gołębie i kaczki dopominają się o jedzenie. Wychodzimy z parku od strony ulicy Matejki. Naprzeciwko bogato zdobione kamienice. Swoją architekturą nawiązują do baroku. Spoglądając do góry można zobaczyć wieńce z liści kwiatów, postacie z mitologii, tarcze herbowe. Również niektóre klatki schodowe zachowały zdobnictwo. Nie wszędzie są domofony, więc można zajrzeć i zobaczyć ciekawe rzeźby i witraże. Wystrój kamienic świadczy o dawnej zamożności ich właścicieli. Mieszkała tutaj elita Poznania, więc warto zapoznać się z dziejami tej okolicy.

Opuszczamy wytworną część Łazarza. Przechodzimy ulicą Wyspiańskiego, przecinamy ulicę Głogowską i dochodzimy do Rynku Łazarskiego - centrum dzielnicy. Na tym etapie zmieniamy klimat naszej wędrówki. Trochę relaksu drodzy miłośnicy zwiedzania. Docieramy do targowiska. Szum, gwar, dużo warzyw i owoców, zapach kopru i kiszonych ogórków. Wszędzie handlujący i kupujący. Handluje się nie tylko jedzeniem, ale również odzieżą i różnego rodzaju sprzętem. Ciekawe są starocie - przedmioty z dawnych lat. Rynek to miejsce, gdzie można się zetknąć z gwarą poznańską. Słychać: „Dali pani świeżuchny szabelek”, albo „Daj pani kilo pyrów, zrobi się plyndze”. Dla niezorientowanych oznacza to: „Niech pani da mi świeżą fasolkę”, „Niech mi pani da kilo ziemniaków, zrobię placki ziemniaczane”. Gwara poznańska powoli zanika, może więc warto zachować ją w pamięci, ponieważ jest częścią historii naszych przodków. Chcecie przepis na popularną potrawę z pyrów? Proszę bardzo oto ona.

Pyry zez gzikiem. Ugotować pyry w mundurkach. Gzik (ser biały) wymojtać zez śmietaną i pokrojoną w kostkę cebulą. Dodać do smaku pieprz i sól. Pyry myrdać z gzikiem.

Poznaniacy opierają swoją kuchnię na ziemniakach, może dlatego nazywają ich pyrami. Proponuję zrobić przerwę w zwiedzaniu i zapraszam wszystkich na sznekę z glancem. O przepraszam! Tych, którzy nie wiedzą co to znaczy, zapraszam na drożdżówki z lukrem. No i jak wam się podoba stolica Pyrlandii?...

Adam Kwiatecki 6b



SZPAN

Nie ma jak szpan!


Szpan może być wykorzystany dobrze i źle. Który rodzaj Ty wybierasz? Przeczytaj i sam zdecyduj.

Gdy wychodzę z klasy na przerwę – szczególnie tę dużą – natychmiast przygnębiają mnie różnego rodzaju „epitety” i twory językowe kolegów, ale i niestety koleżanek. Niemal regułą stało się, że trzeba zaszpanować – im gorszy język, tym większe poważanie wśród bractwa.
Czy to rzeczywiście dobra droga do osiągnięcia „towarzyskiego” sukcesu? Piszę „towarzyskiego” w cudzysłowiu, bo cóż to za towarzystwo, które nie potrafi używać pięknego, kulturalnego języka. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak takie osoby będą funkcjonowały za kilka lub kilkanaście lat w zakładzie pracy, w rodzinie? Jaki dadzą przykład w przyszłości swoim dzieciom? Nieumiejętność używania właściwego języka to przecież kalectwo! Czy można znaleźć sposób na młodzież i „podstępem” nakłonić ją do opanowania się? Chyba też trzeba zaszpanować, ale w bardzo mądry sposób, aby zainteresowała się nową modą – modą na kulturę, grzeczność, ładny język.
Czy rozumiecie kogoś, kto mówiąc do was, opowiadając coś, co drugie słowo, jak przecinka używa wulgaryzmów? Ja kiedyś próbowałam i wierzcie mi, nie mogłam w żaden sposób zrozumieć, wokół jakiego tematu toczy się rozmowa. Młodzi ludzie wyglądali miło i sympatycznie, można by się z nimi nawet zaprzyjaźnić, ale gdy tylko otworzyli usta – odstraszali od siebie nawet największych śmiałków. Łatwo można się do nich upodobnić – to nic wielkiego, wystarczy tylko siarczyście przeklinać. To żaden wyczyn. Ale wielką sztuką jest zachować własną godność, szacunek dla samego siebie i otoczenia, szacunek dla języka. Być może to jest ten „sposób na młodzież” – podrzucić pomysł na szpanowanie kulturą!
Tym większy szpan im większa kultura!

Czekam na Wasze opinie i pomysły.

Izabela Gajewska

SKLEPIK


Sklepikowe afery

Czy sklepik to bezpieczne miejsce dla uczniów?


Sklepik w naszej szkole zmienia się powoli w szkolny koszmar. Ceny produktów stale rosną, a mimo tego kolejka nie zmniejsza się, lecz wydłuża. W oczekiwaniu na zakup produktu uczniowie starsi, wyżsi oraz silniejsi wyłudzają pieniądze od młodszych. Uczniowie ze starszych klas potrafią zepchnąć młodszych kolegów na koniec kolejki. Robią się z tego niepotrzebne awantury. Nauczyciel, pełniący tam dyżur, nie zawsze jest w stanie opanować całe zamieszanie.
Uważam, że na lekcji wychowawczej mógłby być ten temat poruszony – może wspólnie można by dojść do porozumienia i ustalić sprawy związane ze sklepikiem. Sądzę też, że pieczywo powinno być w tej samej cenie co w zwykłym sklepie. Może dobrym rozwiązaniem byłoby utworzenie własnego sklepiku, prowadzonego przez uczniów, gdzie byłyby dwie uczennice obsługujące dwie kolejki – jedną z uczniami starszymi, a jedną z uczniami młodszymi. Zarobione pieniądze mogłyby wtedy wspomóc szkołę przy zakupie najbardziej potrzebnych, drobnych rzeczy, na które szkoła nie posiada wystarczających środków. Myślę, że wtedy sklepik łączyłby przyjemne z pożytecznym, byłby bardzo bezpieczny.

Dominika Teodorczyk


Znowu w kolejce


Nasza szkoła, jak większość innych, posiada szkolny sklepik. Niestety, zakupy to nie zawsze przyjemność. Na każdej dużej przerwie ustawia się długa kolejka. Starsi biją młodszych, odpychają i sami stają na początku. Kolejny problem to mały wybór produktów i wysokie ceny. Wielu uczniów nie może sobie pozwolić na zakup zapiekanki, ale może z przyjemnością zjedliby jabłko.
Myślę, że uczniowie chętnie włączyliby się w pomoc przy prowadzeniu sklepiku. Przygotowane przez nas kanapki byłyby z pewnością tańsze. Pomoc uczniów pomogłaby zmniejszyć czas oczekiwania. Sklepik jest bardzo potrzebny, ale sugerujemy Dyrekcji, by ponownie zajęła się organizacją pracy w sklepiku. Uczniowie czekają na pomoc.

kolejkowicz – Justyna Stachowiak


BIEGANIE

Szkolny korytarz to nie boisko


Niewłaściwe zachowanie uczniów podczas przerw

Często zdarza się, że na przerwach w naszej szkole jest niebezpiecznie. Zachowanie uczniów budzi wiele zastrzeżeń. Bieganie po korytarzu, popychanie się, podkładanie nóg, to szkolna codzienność. W tych niebezpiecznych zabawach najczęściej uczestniczą chłopcy, chociaż dziewczyny też nie są bez winy.
Nieustanne upomnienia nauczycieli oraz innych pracowników szkoły nie są skuteczne. Zdarzają się również zachowania bardziej agresywne, jak bijatyki a nawet pobicia. Wydarzenie takie miało miejsce w ubiegłym roku szkolnym, kiedy starszy uczeń pobił uczennicę. Na skutek tego chuligańskiego zachowania koleżanka trafiła do szpitala.
Szkolny korytarz to nie boisko. Bieganie po nim może przynieść trudne do przewidzenia skutki. Do tego celu najlepiej służy boisko szkolne, gdzie na dużej przerwie można się wybiegać i „powygłupiać”.
Przewidujcie skutki swego zachowania, bo gdy stanie się coś złego, będzie za późno!

Katarzyna Skorupa

Zachowanie uczniów podczas przerw


____Uczniowie na przerwach nie zachowują się jak należy. Biegają po korytarzach, ślizgają się, popychają jeden drugiego.
Czasami dochodzi do wypadków takich jak: skręcenia i złamania kończyn, skaleczenia różnego rodzaju. Kiedy nauczyciel zwróci uwagę po raz kolejny, uczeń dostaje uwagę w dzienniczku. Uważam, że szkoła powinna wprowadzić zakaz biegania po korytarzach, a jak się złamie ten zakaz uczeń zostaje wyrzucony ze szkoły.

Apeluję do Was – nie biegajcie po korytarzach! Czy nie lepiej jest porozmawiać z kolegą lub koleżanką o ciekawych rzeczach?

Bartek Czaiński

PRZEMOC

Grzeczni czy niegrzeczni?

W Szkole Podstawowej numer 9 jest dużo starszych uczniów, którzy niezbyt dobrze traktują swoich młodszych kolegów. Starszoklasiści straszą nas młodszych, biją i wyłudzają pieniądze.
W najgorszej sytuacji są najmłodsi uczniowie, ponieważ nie mają się jak obronić. Nauczyciele próbują z tym walczyć, ale bez skutku. W szkole młodsze dzieci czują zagrożenie ze strony starszych kolegów.
Rodzice wystraszonych uczniów przychodzą do naszej szkoły i próbują naradzić się z nauczycielami.
Nauczyciele starają się, ale mówią, że nie zawsze dają sobie radę. Żeby zapobiegać takim sytuacjom, należałoby obniżać oceny z zachowania. A jak to nie pomoże, to wyrzucać ich ze szkoły.
Do wydalenia ze szkoły nie dochodzi, ponieważ do nauczycieli nie dochodzą wiadomości o pobiciu albo kradzieży. Uczniowie boją się o tym mówić i robią źle dla siebie. Nie może dochodzić do takich sytuacji, więc powinniśmy temu zapobiegać wspólnie z naszymi nauczycielami.

Michał Tkaczyk

BOISKO

Kłopotliwa kałuża


W związku z rozpoczynającą się jesienią, pojawia się znowu ten sam problem. Dziura, która jest pomiędzy boiskami do koszykówki i do piłki nożnej wypełnia się wodą. Niektórzy z nas wychodząc na dużą przerwę, albo przed lekcjami, rzucają tam kamieniami. Brudna woda rozpryskując się plami kurtki i spodnie innym dzieciom. Są kłótnie i nieporozumienia. Chłopcy nie mogą też swobodnie grać w piłkę nożną. Wpadająca do wody piłka uniemożliwia granie. Kłopot mają też nauczyciele pełniący dyżur na boisku.

Uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wylanie nowej warstwy asfaltu, co uniemożliwi zbieranie się wody. Będzie sucho i bezpiecznie.

Martyna Dobrychłop

„Dziewiątka” oczami praktykantki

Jeszcze miesiąc temu nie znałam Was, ani szkoły. Martwiłam się, że nie zechcecie się ze mną zaprzyjaźnić, że nie znam nauczycieli i „dziewiątki”. Gdy wchodziłam pierwszy raz do tego budynku, widziałam tylko wielki, straszny gmach i schody. Przestraszyłam się, gdy rozbrzmiał dzwonek, a korytarz zapełnił się dziećmi. Nie sądziłam, że jest Was tylu, i że potraficie być tacy głośni...
Później przyszedł czas na pierwszą lekcję. Zaczynając ją miałam serce w gardle. Teraz już wiem, że niepotrzebnie. Dzięki Wam wszystko okazało się proste i przyjemne. Po kilku dniach przestałam widzieć tłum i zaczęłam dostrzegać uśmiechnięte twarze znajomych uczniów. Sprawiliście, że wkraczając do tego budynku, nabierałam ochoty do spędzenia w nim przedpołudnia. Wielu z Was naprawdę polubiłam, wielu niestety nie miałam okazji poznać.
Wróciłam na uczelnię i zauważyłam, że mi Was brakuje. Trochę tęsknie za hałasem na przerwach (ale tylko czasami), zawsze natomiast miło wspominam nauczycieli, którzy zaopiekowali się mną tak, jak opiekują się Wami. Wiem (Wy na pewno również o tym wiecie), że zawsze gotowi są pomóc. Mamy szczęście, że z pracujemy z Nimi. Potrafią  zmobilizować nas do działania, przez co „dziewiątka” przestaje być tylko budynkiem, lecz społecznością. Najlepszym tego dowodem jest ten numer gazetki – wynik zaangażowania uczniów. Nie pozwólcie więc, by ktoś źle mówił o Was i Waszej szkole, bo skoro tworzycie tę gazetkę, to znaczy, że to nieprawda.

Życzę Wam powodzenia w dalszej nauce i dziękuję za wspaniały miesiąc praktyk. Przekonaliście mnie, że warto pracować z Wami i dla Was, bo daje to dużą satysfakcję.



Pozdrawiam Cię uczniu i czytelniku
ja – praktykantka - Agnieszka Zychla






 
Zmień kontrast